Czy wiecie dlaczego w Indiach busy prowadzone są przez kierowcę i stojącego za nim z długim kijem pomocnika? Przyprawia to o zawał serca podróżujących turystów, ale bez pomocnika byłoby jeszcze gorzej. Kij służy mu bowiem do odganiania ludzi sprzed maski, gdyż zazwyczaj busy mają starte klocki hamulcowe i zahamowanie takiego pojazdu równa się drodze hamowania obciążonego kilkoma tonami TIRa.
Wyobraźcie sobie Państwo, że tym pomocnikiem jest Thomas L. Friedman. Znany skądinąd dziennikarz New York Times oraz guru globalizacji.
Wyobraźcie sobie Państwo, że tym busem jest McDonald’s, najpopularniejszy fast food na świecie.
Co ich łączy? To, że Friedman, budując swoją reputację posłużył się barami McDonald’s. Wymyślił koncepcję złotych łuków, która w uproszczeniu tłumaczy siłę globalizacji. Według Friedmana państwa, w których działają McDonald’sy nie wikłają się we wzajemne konflikty i wojny, gdyż zależy im na utrzymaniu dobrych relacji, szczególnie gospodarczych i korzystaniu z „dobrodziejstw” globalizacji (oczywiście koncepcja została kilkakrotnie obalona vide Rosja vs. Gruzja w 2008 roku). Nie chodzi mi jednak o trafność koncepcji, ale o jej wydźwięk i siłę autopromocji. Niewątpliwie McDonald’s jest bardziej popularny niż Friedman i to ten drugi bardziej na tym skorzystał. Marka hamburgerów też nie może narzekać z tego powodu, gdyż przysporzyło to jej jeszcze większej popularności.
Cały ten wywód ma na celu zastanowienie się nad pytaniem: czy możliwa jest taka sytuacja w Polsce? Albo nawet ostrzej, dlaczego żaden publicysta, polityk czy pisarz nie spróbował czegoś podobnego wymyślić?
W przypadku polskim obie strony skorzystałyby równie mocno z takiego pomysłu. Przecież takie koncepcje czy słowne zbitki są bardzo chwytliwe i na długo zapadają w pamięć. „Oś zła” i „wielki szatan” – takie rzeczy to tylko w USA?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz